Bachusowi zdarzają się błędy, czasem bardzo poważne. On, tak
jak my wszyscy nie jest idealny. To w jaki sposób to znoszę te drobne zranienia
i jak szybko wybaczam, zależy od regularnego dawania dowodów uczucia. To
odkrycie dla Bachusa było czymś rewolucyjnym.
Pogniewałam się na Bachusa, a potem on wyjechał na tydzień. Dzwonił
do mnie codziennie. Miał dobre intencje, starał się rozładowywać sytuację.
Jednak jego żarty bardziej mnie rozdrażniały, niż poprawiały nasze relacje. Wciąż
gniewałam się na niego za ostatnie przewinienie. Zapewne czuł, że stoi na
niepewnym gruncie. Wściekałam się na wszystko i bardzo dużo narzekałam. Te
rozmowy w niczym nie pomagały. Pod koniec tygodnia wielkim wysiłkiem
utrzymywałam zawieszenie broni, a rozmowy bardziej mnie irytowały, niż cieszyły.
Gdy wrócił byłam bardzo skwaszona, zamknięta, nie skłonna do rozmowy. Bachus
zrozumiał, że nie mam nastroju na rozmowy z nim, więc się wycofał. Cały wieczór
nie rozmawialiśmy.
Bardzo zirytowana, wybuchłam:
- Gratuluje! Teraz jestem na ciebie jeszcze bardziej zła,
niż wtedy gdy wszedłeś do domu!
- Przecież ja nic nie zrobiłem!
- No właśnie.
Ciężko było wyjść z
tego impasu. To była prawda, że nie zrobił nic złego. Oceniając sytuacje tylko
w tym jednym momencie, można przyznać, że gniewałam się o nic. W ciągu tygodnia
Bachus starał się polepszyć sytuacje między nami, na tyle, na ile mógł z
odległości jaka nas dzieliła. W sumie był zaaferowany innymi sprawami, ciężko
by było wymagać, by wciąż był myślami w domu. Gdy wrócił, spotkał się z niegościnnym przyjęciem. Miał o
co się gniewać.
On w tamtym momencie nie zrozumiał jednak, że po tej kłótni i
rozłące był u mnie na poważnym emocjonalnym debecie. Jego wycofana pozycja po
powrocie pogorszyła sprawę. Gdy jest u mnie na emocjonalnym debecie, wściekam
się na niego o każdą drobnostkę. Uroiłam sobie wtedy w mojej głowie, że się nie
stara bo mu na mnie nie zależy. Na co dzień tak nie myślę.
Porównanie tego stanu
uczuć do stanu konta, wydaje mi się bardzo trafne. Kiedy Bachus daje mi uwagę,
słucha bez oceniania, troszczy się o mnie, przynosi kwiatka, spontanicznie
bierze do kina, albo podkreśla jak jestem wyjątkowa - robi wpłaty do mojego
konta uczuć. Kiedy nie ma dla mnie czasu bo ma dużo pracy, odwołuje nasze
wspólne plany, wraca później niż uprzedzał - pobiera wpłaty. Jeśli robi to zbyt
często, wchodzi na debet. Bardzo mi zależy na tym by stan mojego konta uczuć
był wysoki, więc gdy przekracza on krytyczny poziom robię się chciwa. Gniewam
się za każdym razem gdy robi wypłatę. Jeśli wpłaty są regularne i stan konta
uczuć wysoki, nawet bardzo duże przewinienia jestem w stanie mu puścić płazem. Jeśli
nie ma go przez długi czas, jego nieobecność powoduje automatyczne wypłaty z
mojego konta uczuć. W tamtym monecie by załagodzić sytuacje należało by zrobić
ogromną wpłatę po powrocie, czyli: uparcie zabiegać o moją uwagę, postarać się
zrobić mi przyjemność, zaplanować coś specjalnego na wspólny wieczór po
powrocie.
Oczywiście dojście do wyjaśnienia sprawy zajęło nam dłuższą
chwilę. Byliśmy zbyt zagniewani i okopani w swoich pozycjach by zrobić to
natychmiast. Moje oczekiwania wzbudziły w pierwszej chwili wielki Bachusowy
gniew: „znowu wymagasz nie wiadomo czego”. Na co w odpowiedzi rzuciłam: „w
ogóle ci na mnie nie zależy”. Podejrzewam, że dla was ta scena brzmi aż za bardzo
znajomo.
Bachus nie ocenia sytuacji między nami tak jak ja. Dla niego
nie było ani trochę oczywiste, że mój gniew może się tak kumulować. Seria
drobnych zaniedbań może zrobić ogromne szkody. Dlatego w niektórych sytuacjach
musi robić ogromne wpłaty, by uregulować debet. Nie widział różnicy miedzy tą
sytuacją a innymi tego typu, nie rozumiał dlaczego teraz chcę więcej. Uznał, że
przesadzam.
Na co dzień bardziej niż waga gestów liczy się ich
regularność. Nie musi mi codziennie kupować nowej sukienki, wystarczy jeśli
przyniesie kwiatka, powie dobre słowo, okaże troskę. Jeśli będzie to robił
regularnie będę z niego bardziej zadowolona, niż w tedy gdy raz na jakiś czas
zdobędzie się na wyjątkowo hojny gest.
Gdy zdał sobie sprawę na czym polegał problem, zmienił swoje
postępowanie, tak bym czuła się zadowolona z naszego związku cały czas. W sumie
uważam, że tamtego wieczoru odbyła się w naszej relacji mała rewolucja. Teraz
nie jestem w stanie przypomnieć sobie żadnego Bachusowego przewinienia, od
tamtego momentu. Nie znaczy to, że ich nie było, ale jakoś umknęły mojej
uwadze. Nie nosiłam w sobie przez ani chwilę gniewu, mając wciąż bezpieczny
zapas uczuć na koncie, szybko o nich zapominałam. To wszystko dzięki temu, że
on pracowicie utrzymuje jego wysoki stan. Dzień przed ostatnim wyjazdem
integracyjnym wcześniej urwał się z pracy i przyszedł do domu z kwiatami. Natychmiast
po powrocie zaprosił mnie do kina. Nie zdążyłam, nawet przez chwilę, poczuć się
zaniedbana. On znowu ma w oczach taką samą jasność, jak w momencie gdy się we
mnie zakochał.