wtorek, 11 grudnia 2012

Unravel

Bachusowi zdarzają się błędy, czasem bardzo poważne. On, tak jak my wszyscy nie jest idealny. To w jaki sposób to znoszę te drobne zranienia i jak szybko wybaczam, zależy od regularnego dawania dowodów uczucia. To odkrycie dla Bachusa było czymś rewolucyjnym.
Pogniewałam się na Bachusa, a potem on wyjechał na tydzień. Dzwonił do mnie codziennie. Miał dobre intencje, starał się rozładowywać sytuację. Jednak jego żarty bardziej mnie rozdrażniały, niż poprawiały nasze relacje. Wciąż gniewałam się na niego za ostatnie przewinienie. Zapewne czuł, że stoi na niepewnym gruncie. Wściekałam się na wszystko i bardzo dużo narzekałam. Te rozmowy w niczym nie pomagały. Pod koniec tygodnia wielkim wysiłkiem utrzymywałam zawieszenie broni, a rozmowy bardziej mnie irytowały, niż cieszyły. Gdy wrócił byłam bardzo skwaszona, zamknięta, nie skłonna do rozmowy. Bachus zrozumiał, że nie mam nastroju na rozmowy z nim, więc się wycofał. Cały wieczór nie rozmawialiśmy.
Bardzo zirytowana, wybuchłam:
- Gratuluje! Teraz jestem na ciebie jeszcze bardziej zła, niż wtedy gdy wszedłeś do domu!
- Przecież ja nic nie zrobiłem!
- No właśnie.
 Ciężko było wyjść z tego impasu. To była prawda, że nie zrobił nic złego. Oceniając sytuacje tylko w tym jednym momencie, można przyznać, że gniewałam się o nic. W ciągu tygodnia Bachus starał się polepszyć sytuacje między nami, na tyle, na ile mógł z odległości jaka nas dzieliła. W sumie był zaaferowany innymi sprawami, ciężko by było wymagać, by wciąż był myślami w domu. Gdy wrócił,  spotkał się z niegościnnym przyjęciem. Miał o co się gniewać.
On w tamtym momencie nie zrozumiał jednak, że po tej kłótni i rozłące był u mnie na poważnym emocjonalnym debecie. Jego wycofana pozycja po powrocie pogorszyła sprawę. Gdy jest u mnie na emocjonalnym debecie, wściekam się na niego o każdą drobnostkę. Uroiłam sobie wtedy w mojej głowie, że się nie stara bo mu na mnie nie zależy. Na co dzień tak nie myślę.
 Porównanie tego stanu uczuć do stanu konta, wydaje mi się bardzo trafne. Kiedy Bachus daje mi uwagę, słucha bez oceniania, troszczy się o mnie, przynosi kwiatka, spontanicznie bierze do kina, albo podkreśla jak jestem wyjątkowa - robi wpłaty do mojego konta uczuć. Kiedy nie ma dla mnie czasu bo ma dużo pracy, odwołuje nasze wspólne plany, wraca później niż uprzedzał - pobiera wpłaty. Jeśli robi to zbyt często, wchodzi na debet. Bardzo mi zależy na tym by stan mojego konta uczuć był wysoki, więc gdy przekracza on krytyczny poziom robię się chciwa. Gniewam się za każdym razem gdy robi wypłatę. Jeśli wpłaty są regularne i stan konta uczuć wysoki, nawet bardzo duże przewinienia jestem w stanie mu puścić płazem. Jeśli nie ma go przez długi czas, jego nieobecność powoduje automatyczne wypłaty z mojego konta uczuć. W tamtym monecie by załagodzić sytuacje należało by zrobić ogromną wpłatę po powrocie, czyli: uparcie zabiegać o moją uwagę, postarać się zrobić mi przyjemność, zaplanować coś specjalnego na wspólny wieczór po powrocie.
Oczywiście dojście do wyjaśnienia sprawy zajęło nam dłuższą chwilę. Byliśmy zbyt zagniewani i okopani w swoich pozycjach by zrobić to natychmiast. Moje oczekiwania wzbudziły w pierwszej chwili wielki Bachusowy gniew: „znowu wymagasz nie wiadomo czego”. Na co w odpowiedzi rzuciłam: „w ogóle ci na mnie nie zależy”. Podejrzewam, że dla was ta scena brzmi aż za bardzo znajomo.
Bachus nie ocenia sytuacji między nami tak jak ja. Dla niego nie było ani trochę oczywiste, że mój gniew może się tak kumulować. Seria drobnych zaniedbań może zrobić ogromne szkody. Dlatego w niektórych sytuacjach musi robić ogromne wpłaty, by uregulować debet. Nie widział różnicy miedzy tą sytuacją a innymi tego typu, nie rozumiał dlaczego teraz chcę więcej. Uznał, że przesadzam.
Na co dzień bardziej niż waga gestów liczy się ich regularność. Nie musi mi codziennie kupować nowej sukienki, wystarczy jeśli przyniesie kwiatka, powie dobre słowo, okaże troskę. Jeśli będzie to robił regularnie będę z niego bardziej zadowolona, niż w tedy gdy raz na jakiś czas zdobędzie się na wyjątkowo hojny gest.
Gdy zdał sobie sprawę na czym polegał problem, zmienił swoje postępowanie, tak bym czuła się zadowolona z naszego związku cały czas. W sumie uważam, że tamtego wieczoru odbyła się w naszej relacji mała rewolucja. Teraz nie jestem w stanie przypomnieć sobie żadnego Bachusowego przewinienia, od tamtego momentu. Nie znaczy to, że ich nie było, ale jakoś umknęły mojej uwadze. Nie nosiłam w sobie przez ani chwilę gniewu, mając wciąż bezpieczny zapas uczuć na koncie, szybko o nich zapominałam. To wszystko dzięki temu, że on pracowicie utrzymuje jego wysoki stan. Dzień przed ostatnim wyjazdem integracyjnym wcześniej urwał się z pracy i przyszedł do domu z kwiatami. Natychmiast po powrocie zaprosił mnie do kina. Nie zdążyłam, nawet przez chwilę, poczuć się zaniedbana. On znowu ma w oczach taką samą jasność, jak w momencie gdy się we mnie zakochał. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz