Jestem na randce z Bachusem. Jesteśmy bardzo świeżym związkiem. Nie mam humoru. Męczą mnie obawy, czy aby dając sprawom posunąć się tak daleko, tak szybko nie popełniłam błędu. Bachus ma najwyraźniej na mnie ochotę, a ja czuję, że tym razem powinnam dać obejść mu się smakiem, bo inaczej zaraz się mną znudzi i mnie porzuci. Jestem przekonana, że Bachus zaraz mnie porzuci, bo tak jest zawsze. Mówię więc, że nie jestem zadowolona z restauracji. Bachus proponuje, byśmy się przenieśli do niego. Bardzo denerwuje mnie ta propozycja. Bachus zupełnie nie rozumie mojego zdenerwowania. Mówię mu, że porozmawiamy, ale nie tu. Atmosfera robi się martwa i Bachus nie jest w stanie zrobić nic, by uratować randkę. Płaci rachunek i wychodzimy. Do mieszkania Bachusa idziemy na piechotę. Nie biorę go za rękę jak zwykle, przez moment idziemy w milczeniu.
- Czuję się jak twoja seksualna zabawka - stwierdzam.
Bachus przez chwile szuka w sobie odpowiedzi.
- Bardzo mnie rani to stwierdzenie Ariadno, zwłaszcza, że w życiu nikogo tak nie traktowałem, ale rozumiem, że tak się czujesz. Pozostaje więc pytanie: dlaczego? Czy zrobiłem coś złego?
Trudno mi było odpowiedzieć. Bachus zmienia trasę naszego spaceru i zamiast iść prosto do jego mieszkania włóczymy się po osiedlu.
- Bachusie, obawiam się, że dając ci siebie niszczę twoje uczucia do mnie. Idąc z tobą do łóżka daję ci to, czego chcesz, za chwile się mną znudzisz i mnie porzucisz.
- Dlaczego tak myślisz?
- Ponieważ tak jest zawsze. Ponieważ Tezeusz zostawił mnie na brzegu Naxos.
- Takie są twoje doświadczenia Ariadno, nie pozostaje mi nic, jak je zaakceptować. Zapewniam cię, że nie jestem Tezeuszem i to wszystko może być zupełnie inaczej.
Nie potrafię spojrzeć na Bachusa, on zachowuje jednak spokój. Otwiera przede mną drzwi swojego mieszkania. Zdejmuje buty, siadam na łóżku i w mieszkaniu w którym jeszcze dzień wcześniej panoszyłam się jak u siebie, czuję teraz się obca. Bachusowi jak zawsze obyczaje wchodzenia zajmują więcej czasu. Przychodzi i siada obok, gdy ja rozważam ucieczkę.
- Odkryłam ostatnio, że z mojej strony te uczucie do ciebie jest jeszcze bardzo płytkie. Potrafię siąść do pracy, zupełnie zapomnieć o twoim istnieniu i nie tęsknić. Myślę, że mogłabym stąd wyjść i już do ciebie nie wrócić, a za miesiąc byłoby ze mną wszystko w porządku. Zupełnie zapomniałabym o tobie.
Bachus przełkną tą zaczepkę i zachował spokój. Zrobił nam herbatę.
- Rozumiem, że boisz się dla mnie otworzyć Ariadno, ponieważ masz złe doświadczenia. Oczywiście, że po miesiącu obje zdołalibyśmy o tym co się między nami stało zapomnieć. Tylko zastanów się, co zyskasz, jeśli nie otworzysz się na drugiego człowieka?
- Nie będę musiała się leczyć z ran, gdy odejdziesz. Teraz jest jeszcze dobry moment aby odejść. To nie będzie tak boleć. Potem będzie gorzej. Mnie tak bardzo boli gdy ludzie ode mnie odchodzą. Nie chcę tego znowu przechodzić.
- I dlatego wolisz być sama?
- Chciałabym móc być sama, ale nie potrafię. Chciałabym nie czuć się samotna, chciałabym potrafić to w sobie wyłączyć. Gdybym potrafiła to w sobie wyłączyć, żyłabym sama i poświęciła się swoim planom naukowym. Nie potrafię jednak. Uczucie samotności bardzo mnie dekoncentruje. Chciałabym być silniejsza i móc sobie z tym poradzić.
- No dobrze, pytanie: czy byłoby warto? Wyobraźmy sobie więc, że teraz wychodzisz. Co będzie potem? Twoje lęki będą zadowolone, ale czy ty na pewno będziesz zadowolona?
Zamilkłam. Wiedziałam do jakiego stwierdzenia dążył i miał racje. To był nieuzasadniony lęk. To były mechanizmy obronne, które stworzyłam, by bronić się przed porzuceniem, a teraz one zwróciły się przeciwko mnie. Nie potrafiłam ich jednak w tej chwili przełamać. Zdałam sobie sprawę, jak bardzo to tkwi głęboko we mnie i ja nie potrafię ich tak łatwo wyrwać. Milczenie trwało. Czułam, że muszę coś z tym zrobić - wydobyć nas z tego przykrego stanu zawieszenia.
- Odmawiam terapii dr Bachusie - zażartowałam. - Nie licz na to, że to zaraz zniknie z mojej głowy, tego nie da się tak łatwo naprawić.
- Rozumiem, - odpowiedział, - na wszystko najlepszy jest czas. Ale czy na pewno nie zrobiłem czegoś co obudziło twoje obawy? Czy nie powinienem czegoś zmienić? Czy mogę ci jakoś pomóc Ariadno?
I wtedy przypłynęła fala ciepłych uczuć na brzeg Naxos, taka jak wtedy, gdy pozbawioną nadziei zastał mnie na nim Bachus.
- Jest mi przykro, że musisz sobie radzić z tym co zrobił Tezeusz. To nie Twoja wina i przykro mi, że musisz znosić tego konsekwencje. To nie zniknie zaraz i proszę abyś tego ode mnie nie oczekiwał. Możesz mnie przytulić.
Bachus mnie przytulił i delikatnie zabrał się za odbudowywanie naszej bliskości. A gdy naga i podniecona spytałam, czy taką kocha mnie najbardziej, natychmiast otrząsną się z podniecenia i powiedział:
- Nie, najbardziej kocham twój piękny umysł.
Oplotłam go sobą w podziękowaniu i zaszeptałam do ucha:
- Dla ciebie Bachusie chcę walczyć z moimi lękami, bo ty jesteś tego wart.